I
Brama została otwarta. Nie trzeba się troić, z obrony nici.
Wie o tym nawet najbardziej zapijaczony operator pogłębiarki toru wodnego.
Tutaj sztorm zmienia wszystko. Świna ucieka przed morzem rozlewając
ziarenka, które toczą się wolno po dnie.
Gdyby tak można było cokolwiek zbudować uciekając przed sobą.
II
Ocieplenie. Coraz więcej wilgoci przedziera się i tworzy nurty o mniej lub bardziej regularnych korytach. Lądolód się kurczy. Oddala północ.
Bliżej nam na południe.
III
Przybywa brudów i bruzd. Formują się ozy, moreny, pagórki.
Wokół nich oczka malutkich wysp.
IV
Moja – twoja
Przód – tył
Transgresja – regresja
Morze ma głos.
Może to coś zmieni.
V
Kiedy się wdziera, przynosi straty jak każdy intruz.
Rozrywa. Strzępi. Niszczy.
„Odnawia oblicze ziemi”.
VI
Księżyce. Wały. Bagietki. Brzuchate zarośla w okolicach plaż.
I te pozbawione szat jak plaże dla naturystów. Wydmy.
VII
Kościół na martwym klifie. Pasywne modlitwy. Rozmowy z ptactwem na temat symboliki ryby. Zbieranie muszelek ślimaków. Pokrzyw na obiad.
VIII
Pokłady wapnia się wyczerpały. Kopalnię wypełnia woda.
Zieleń lasu, błękit nieba oraz reakcje podwodne, powodują turkusową barwę lustra akwenu.
IX
Ciasnym głębokim torem tłoczą się statki. Północ-południe-znów północ.
Szczecin-Bałtyk-stocznia-latarnia morska. Do portu.
X
Szarymi szlakami wędrują mrówki: wschód-zachód-wschód.
Niosą materiały na budowę gniazda. Niektóre wybierają wolność.
XI
Falochrony nie chronią brzegu. Morze daje i odbiera. Woda się poniewiera.
XII
Bursztynek. Kamyczek. Bryza. Masaż błotny. Przemijają przemiany.
Wędrują ludy. Konik morski odciska swój kształt w kamieniu.
Prawo nigdy nie działa wstecz.
poniedziałek, 3 maja 2010
wtorek, 27 kwietnia 2010
poniedziałek, 26 kwietnia 2010
Dwa wiersze dla Wojciecha Siemiona
Pierwszy. Napisany na podstawie książki "Czytanie Białoszewskiego", napisanej przez Pana Wojciecha.
Jest tam taka anegdota dotycząca rozmów i sytuacji związanych z pogrzebem Mirona Białoszewskiego.
A też książkę otrzymałem na Mironaliach, których dobrym duchem był Wojciech Siemion.
Pogrzeb Białoszewskiego
No, wreszcie!
Żadnych ubrań,
szczoteczek, pantofli.
I przestań już płakać.
Na tę chwilę czekałem.
Nie obchodzą mnie listy,
odczyty, ani treść słowników,
które trzeba będzie napisać.
Tylko te kwiaty są ważne.
Drugi. Napisany także na podstawie informacji z książki, ale już zupełnie innego autora.
Czytałem go na jednym z konkursów w Łomiankach. Cały wieczór poświęcony był życiu i twórczości Jarosława Iwaszkiewicza. Wojciech Siemion był wtedy gościem specjalnym. Czytał utwory Iwaszkiewicza, ale także poświęcone i zainspirowane życiem i śmiercią Karola Szymanowskiego. Mój wiersz został zupełnie pominięty przez jurorów. Natomiast zaraz po ogłoszeniu werdyktu podszedł do mnie Wojciech Siemion i spytał czy mógłby ode mnie otrzymać mój wiersz, miałby do kolekcji. Oczywiście podpisałem, ofiarowałem, uścisnąłem dłoń i pożegnaliśmy się.
Pogrzeb Szymanowskiego
Stukot kół składa się w akord:
Lozanna - Berlin - Warszawa - Kraków.
W stolicy - nieudana akcja przemiany serca
w kamień. Na ulicach tłum.
Grają wieże Św. Krzyża, balkony
Opery i Filharmonii.
Po latach spłonęło serce - schowane
w urnie, jak nieposkładane dźwięki,
rezonujące ślimaki i schody na Skałce.
Tymoszówka już blisko.
Niedługo będzie pogrzeb Wojciecha Siemiona.
wtorek, 20 kwietnia 2010
Wędrowanie z Jakubem
park morskie oko
pamiętam, gdy w piątek przed wielkanocą
schodziliśmy w dół. na sucho i po omacku
szukaliśmy w głowach tytułów piosenek
steviego wondera. nie bardzo nam szło.
pamięć taplała się w pianie. dopiero jeziorko
mrugnęło świeżością i młodym wiekiem
zdarzeń pomiędzy regeneracją a rezurekcją;
rozmów o tanich kotletach; pytań – dokąd
zmierzamy bez znajomości zagranych nut.
pamiętam, gdy w piątek przed wielkanocą
schodziliśmy w dół. na sucho i po omacku
szukaliśmy w głowach tytułów piosenek
steviego wondera. nie bardzo nam szło.
pamięć taplała się w pianie. dopiero jeziorko
mrugnęło świeżością i młodym wiekiem
zdarzeń pomiędzy regeneracją a rezurekcją;
rozmów o tanich kotletach; pytań – dokąd
zmierzamy bez znajomości zagranych nut.
niedziela, 18 kwietnia 2010
Negatyw Magdy Gałkowskiej
ucieczki z konfesjonału do boga małych chłopców,
świata ukrytej broni, zapachu śmierci i prochu
spalającego go w błysku flesza.
i te na dłuższą metę, kiedy schowany
rozszerzone do bólu z przerażenia jak oczy Ewy,
bo nikt nie chce zostać preparatem,
wciąż bywa milczącym świadkiem cudzego życia,które podpatruje i którego nie rozumie,
bo straszne jest to, że trzeba dotykać ludzi,
więc lepiej milczeć o zostawionych śladach.
MG
(wiersz autorstwa M. Gałkowskiej)
natomiast fotki pochodzą z mojej dzisiejszej wycieczki nad Wisłę)
świata ukrytej broni, zapachu śmierci i prochu
spalającego go w błysku flesza.
i te na dłuższą metę, kiedy schowany
za obiektywem aparatu naciskał migawkę jak spust.
świat trzeba unieruchomić, bo tylko tak
można spojrzeć mu w oczy,rozszerzone do bólu z przerażenia jak oczy Ewy,
bo nikt nie chce zostać preparatem,
anonimową odbitką z negatywu.
wciąż bywa milczącym świadkiem cudzego życia,
bo straszne jest to, że trzeba dotykać ludzi,
więc lepiej milczeć o zostawionych śladach.
MG
(wiersz autorstwa M. Gałkowskiej)
natomiast fotki pochodzą z mojej dzisiejszej wycieczki nad Wisłę)
wtorek, 13 kwietnia 2010
sobota, 10 kwietnia 2010
piątek, 2 kwietnia 2010
poniedziałek, 29 marca 2010
Mała wróżka
Mała wróżka, mówili szeptem do siebie.
Pokazywali palcami, opowiadali żonom
przed snem, mężom w czasie obiadu i
matkom, braciom, siostrom, kolesiom.
To określenie do niej pasowało.
Niska, korpulentny kształt, czarne włosy
i ten pyzaty nosek, jak u świnki Piggy.
Podobno, kiedy miała cztery lata,
podała ojcu sześć cyfr, które później
wylosowała maszyna. Mała wróżka –
- powiedział czytając kupon i patrząc na
każdą z wylosowanych piłeczek.
Wróżby wróżbami, kto chce, niechaj w plotki wierzy.
Te wszystkie szepty, pełen zazdrości wzrok,
opowiadane innym historie. Ta zawiść.
Kto by pomyślał, że właśnie ona jest najlepszym
w kraju sprzedawcą ubezpieczeń? Że podpisuje
miesięcznie tyle kontraktów, ile najlepsi agenci
przez cały rok nie dają rady. A niby taka mała!
Mała i cwana. Do tego wróżka. Bo kiedy siedzi
w tym swoim salonie. Rozkłada karty, horoskopy, fusy
i co tam jeszcze – kiedy mówi o tych nieszczęściach,
co w przyszłym tygodniu, albo za rok – zadaje
jedno proste pytanie.
A jednak działa.
Pokazywali palcami, opowiadali żonom
przed snem, mężom w czasie obiadu i
matkom, braciom, siostrom, kolesiom.
To określenie do niej pasowało.
Niska, korpulentny kształt, czarne włosy
i ten pyzaty nosek, jak u świnki Piggy.
Podobno, kiedy miała cztery lata,
podała ojcu sześć cyfr, które później
wylosowała maszyna. Mała wróżka –
- powiedział czytając kupon i patrząc na
każdą z wylosowanych piłeczek.
Wróżby wróżbami, kto chce, niechaj w plotki wierzy.
Te wszystkie szepty, pełen zazdrości wzrok,
opowiadane innym historie. Ta zawiść.
Kto by pomyślał, że właśnie ona jest najlepszym
w kraju sprzedawcą ubezpieczeń? Że podpisuje
miesięcznie tyle kontraktów, ile najlepsi agenci
przez cały rok nie dają rady. A niby taka mała!
Mała i cwana. Do tego wróżka. Bo kiedy siedzi
w tym swoim salonie. Rozkłada karty, horoskopy, fusy
i co tam jeszcze – kiedy mówi o tych nieszczęściach,
co w przyszłym tygodniu, albo za rok – zadaje
jedno proste pytanie.
A jednak działa.
niedziela, 28 marca 2010
Bert Stern fotografuje MM po raz ostatni

Jakaś ty piękna! - Naprawdę?
Jak ładnie to powiedziałeś!
Czas nie jest ważny – znajdziemy go
tyle ile nam będzie potrzeba.
A potem się skończy.
Nie chciałabym tylko by szrama
po operacji była widoczna.
Nie była.
(źródło zdjęcia: www.bertstern.com)
sobota, 27 marca 2010
Zasłyszane - touch and go
No i cóż, moja droga, życie nie łechta cię
tak jak byś tego chciała. Masz teraz 30 lat.
Jedyne, co możesz powiedzieć o sobie
zawiera się w zdaniu – obsługiwałam Kulczyka.
Prawie jak nowa wersja „Obsługiwałem angielskiego króla”
Hrabala. Ale, ale! Cóż to właściwie znaczy –
obsługiwałam Kulczyka? Podawałam lunch, zmywałam
podłogę, zmieniałam zastawę, robiłam loda,
czy wystawiałam fakturę na firmę żony?
To może nie jest tak bardzo istotne w chwili,
gdy działa magia nazwiska. Cisza i łał!
Szacun, panienko Edith!
Gustujesz w kuchni śródziemnomorskiej, owocach
morza, czerwonym winie i czosnku. Kochasz opowiadać
o swoich podróżach na południe Europy, szczególnie do Włoch –
swoją drogą, widziałaś ostatnią reklamę pepsi?
Uwielbiasz pierwszą płytę Ani Dąbrowskiej,
szczególnie piosenkę „Charlie Charlie”.
Ty nigdy byś nie dała się nabrać żadnemu Charliemu.
Nie w taki sposób.
Po cichu marzysz o sławie i całowaniu lasek na scenie.
Zapewne gdybyś wydała swój pamiętniczek, mogłabyś
liczyć na spore tantiemy. Może nawet byłby to bestseller.
Donna Edith – wyznania suki. Tak to byłby świetny PR
dla pamiętniczka. Ale jesteś na to za głupia.
Dlatego jedyne, co możesz powiedzieć o sobie
zawiera się raptem w dwóch słowach.
tak jak byś tego chciała. Masz teraz 30 lat.
Jedyne, co możesz powiedzieć o sobie
zawiera się w zdaniu – obsługiwałam Kulczyka.
Prawie jak nowa wersja „Obsługiwałem angielskiego króla”
Hrabala. Ale, ale! Cóż to właściwie znaczy –
obsługiwałam Kulczyka? Podawałam lunch, zmywałam
podłogę, zmieniałam zastawę, robiłam loda,
czy wystawiałam fakturę na firmę żony?
To może nie jest tak bardzo istotne w chwili,
gdy działa magia nazwiska. Cisza i łał!
Szacun, panienko Edith!
Gustujesz w kuchni śródziemnomorskiej, owocach
morza, czerwonym winie i czosnku. Kochasz opowiadać
o swoich podróżach na południe Europy, szczególnie do Włoch –
swoją drogą, widziałaś ostatnią reklamę pepsi?
Uwielbiasz pierwszą płytę Ani Dąbrowskiej,
szczególnie piosenkę „Charlie Charlie”.
Ty nigdy byś nie dała się nabrać żadnemu Charliemu.
Nie w taki sposób.
Po cichu marzysz o sławie i całowaniu lasek na scenie.
Zapewne gdybyś wydała swój pamiętniczek, mogłabyś
liczyć na spore tantiemy. Może nawet byłby to bestseller.
Donna Edith – wyznania suki. Tak to byłby świetny PR
dla pamiętniczka. Ale jesteś na to za głupia.
Dlatego jedyne, co możesz powiedzieć o sobie
zawiera się raptem w dwóch słowach.
niedziela, 21 marca 2010
czwartek, 18 marca 2010
Zasłyszane - ta noc będzie długa...
Ta noc będzie długa, pomyślał, gdy wrócił do domu. Gdzieś w zakamarkach wyobraźni spodziewał się, że taki moment kiedyś nadejdzie, że będzie trzeba podołać. Ale „kiedyś” brzmi prawie jak „nigdy”. Jest chwilą przesuniętą w czasie, owiniętą szczelnie rulonem niedostępności. Jest jak prawdopodobieństwo trafienia szóstki przy kumulacji „dużego lotka”. Nie przypuszczał, że „kiedyś” może oznaczać dzwonek do drzwi akurat dziś.
Na pierwszy rzut oka jest do niego podobny, chociaż zmasakrowana twarz i oczy wyłaniające się z czaszki nie pozwalają, na jednoznaczną ocenę. Gdyby zdjąć z niego ubranie, można by jeszcze spróbować po ogólnym wyglądzie sylwetki, ale na śniegu, pod okiem gapiów to niestosowne. Może ma jakiś znak szczególny? – spytał policjant. Tak, sztuczne zęby, górna i dolna szczęka. Zatem to nie może być on. Trzeba zapisać, że identyfikacja okazała się negatywna.
„Kiedyś” ponownie zwinięto w rulon, zalakowano. Niech sobie siedzi głęboko i nie rozwija więcej. Co za ulga. Tylko zasnąć nie można. Woła się matkę na pomoc i jest się bezradnym jak dziecko, którego nikt nie chce przytulić. Do tego niepewność. Rano zbudził go dzwonek do drzwi. Przyszedł, więc teraz ma pewność, że to nie on.
środa, 17 marca 2010
czwartek, 11 marca 2010
poniedziałek, 8 marca 2010
piątek, 5 marca 2010
Sweet dreams
Aleksandrze Zbierskiej
Znowu noc. Tym razem bez czołgów i krów.
Bez zabytkowej szafy, bezludnych ścieżek
i portretu pradziadka.
Możemy pójść dalej; Albo lepiej odjechać.
Pan maszynista zwykł puszczać z dymem
niepodjęte decyzje jednym spojrzeniem.
Rozgniatać.
Wisła, takiej siły nie miała nigdy; Choć
gdyby zechciała, potrafiłaby uruchomić
niejedno koło.
Mógłbym wtedy zamieszkać w młynie;
Zostać młynarzem. Wypiekać chleb.
Doić bydło. I głośno chrapać.
Znowu noc. Tym razem bez czołgów i krów.
Bez zabytkowej szafy, bezludnych ścieżek
i portretu pradziadka.
Możemy pójść dalej; Albo lepiej odjechać.
Pan maszynista zwykł puszczać z dymem
niepodjęte decyzje jednym spojrzeniem.
Rozgniatać.
Wisła, takiej siły nie miała nigdy; Choć
gdyby zechciała, potrafiłaby uruchomić
niejedno koło.
Mógłbym wtedy zamieszkać w młynie;
Zostać młynarzem. Wypiekać chleb.
Doić bydło. I głośno chrapać.
czwartek, 4 marca 2010
niedziela, 21 lutego 2010
to bardzo proste
wolność jest dużo starsza od nas wszystkich
tu zgromadzonych. rozlała się po bezpiecznych
placach, jak przykładowo, ten przy piotrkowskiej.
pokój bywa jedynie miejscem, czasami domem.
niechby nawet na kilka godzin, ale zawsze.
pamiętasz? teatr, legiony, piotrkowska i
dworzec fabryczny. chciało się wtedy żyć.
dziś, nawet nie używam pościeli –
okrywam się każdym wspomnieniem.
tanie buty miękną wobec odwilży i sopli
lecących swobodnie z dachów. no i cóż?
pokój 109 na ulicy legionów. niedaleko wolność.
może jednak się skusisz?
tu zgromadzonych. rozlała się po bezpiecznych
placach, jak przykładowo, ten przy piotrkowskiej.
pokój bywa jedynie miejscem, czasami domem.
niechby nawet na kilka godzin, ale zawsze.
pamiętasz? teatr, legiony, piotrkowska i
dworzec fabryczny. chciało się wtedy żyć.
dziś, nawet nie używam pościeli –
okrywam się każdym wspomnieniem.
tanie buty miękną wobec odwilży i sopli
lecących swobodnie z dachów. no i cóż?
pokój 109 na ulicy legionów. niedaleko wolność.
może jednak się skusisz?
niedziela, 14 lutego 2010
Subskrybuj:
Posty (Atom)


