środa, 27 lipca 2011

mozaika łemkowska
















kawałek po kawałku odrywam warstwy starej mapy

gęsto pokrytej warstwicami. odkrywam groby. kości

pokoleń. czaszki układane jedne na drugich.


zmienia się krajobraz. wkraczają bogowie i właściciele

ziemi. dzieci dorastają jak drzewa i schną jak one.

rzeki tracą nurt a ludzie uczą się nowych zwrotów


i technik porozumiewania się między sobą

choć depczą te same łany. stawiają nowe krzyże.

żadne rany nie zmyją z nich grzechu.



piątek, 15 lipca 2011

Landsberg









I

Gotuję ojcu zupę szczawiową. W tych dniach jestem dla niego jak matka. Szczawiową lubił zawsze najbardziej. Pyta się czy usmażyłem słoninki z cebulką. Mówię, że nie powinien słoninki, bo lekarz, ale ziemniaczki są. I dwa jajeczka. I resztka śmietany. To i tak dobrze, bo czas jakiś tylko na suchym jedzeniu przecież. A szczawiowa, taka kwaśna i taka dobra.

II

Patrzę za okno. Jak tu się pozmieniało. Tuje, klony i lipy sadzone kiedyś w czynie społecznym powyrastały, przynajmniej dają więcej cienia. Przynajmniej coś dają. Za to plac zabaw zupełnie nie do poznania. Grodzony. A przecież tyle razy tam graliśmy w kapsle udające wyścig pokoju. Tyle razy walczyliśmy w piaskownicy na ilość piachu we włosach, takie nasze zapasy. I skoki w dal z huśtawek. Taka nasza lekkoatletyka.

III

Nikt mnie tu nie zna, jakbym był z Gniezna – zawsze to jakaś stolica. Połączyli się w pary. Wyparowali. Dwanaście lat robi swoje.

IV

Przechodzę obok boiska do piłki nożnej. Dobre boisko lekko piaszczyste. Tam był dopiero żużel. Totalnie czarny sport na beemixach, jubilatach, wigrach, pelikanach i co tam kto miał. Czasem grywaliśmy w nogę, zazwyczaj w chińca. Teraz zarasta smutną trawą zbrązowiałą od słońca.

V

Odwiedzam matkę w szpitalu. Rehabilituje się po operacji na stawie biodrowym w byłym szpitalu dla wariatów i narkomanów. Może dlatego tak tutaj swojsko. Za to personel jak dla idiotów. Nikt nie szanuje starych, przygłuchych. Siebie też nie szanuje.

VI

Przystanek przy prosektorium. Miałem tam kiedyś dziewczynę i prawie to zrobiliśmy. Za to jej pies robił to kilka razy dziennie z poduszką. Trochę nas peszył.

VII

Rynek. Sieć bez zabezpieczeń. Tylko korzystać. Jednak bez przesady z tym netbookiem. Tyle ławek, a oni upierają się przy tej jednej. Przecież torba ma swoje miejsce. No tak, oczywiście, że ma. Proszę siadać.

VIII

Procesja wokół katedry. Pewnie jakaś oktawa Bożego Ciała, czy coś. Za chwilę procesja pijanych przeciwników Falubazu Zielona Góra. Tutaj wszystko jest przeciwko czemuś, a szczególnie przeciwko Falubazowi. Nawet mury katedry i mur obronny. I fontanna z kiblami w podziemiach i brakiem zakazu kąpieli. Mały Alan jest kurwa cały mokry.

IX

Lokalny przysmak to bułka faszerowana pieczarkami z cebulką i sporą ilością pieprzu. Najlepsze kebaby dają naprzeciw pezetu. Po prostu najlepsze. Nie ma takich w Warszawie, Krakowie, trójmieście. Tutaj przynajmniej dają się jeść.

X

Tramwaje stare i hałaśliwe. Nieprzychylne wózkom dziecięcym, o inwalidach nie wspomnę. Nawet chodząc o kulach strach wsiadać. Po co ma gapić się w boczne lusterka. Lepiej szarpać. Spieszmy się, Spieszmy.

XI

Dużo tu poduszkowców. Sporo ławników z jamniczkami, yorkami i ratlerkami bez smyczy. Weselny klimat i tłusty bit pytań o mój ożenek.

XII

Osiedle Piaski. Pamiętam surowość i pustkę pierwszych dni po przyjeździe w osiemdziesiątym szóstym. Kałuże i błoto pomiędzy płytami z betonu. Teraz także odczuwam pustkę. Szczególnie w przeddzień imienin i wizyty siostry z rodziną.

XIII

Elka mówi, że jutro święto, nie wiesz jakie?- Jutro? Żadne święto. Piotra i Pawła po prostu. Siostra jednak ma rację. Mniejsza o imieniny. W Radęcinie jest kościół pod wezwaniem Świętych Piotra i Pawła. Tam przecież się wychowała. Zatem był odpust w ten dzień. Zatem były kolorowe jarmarki. Zatem święto.

XIV

Krwotok z nosa. Na szczęście nie tak obfity jak przed ślubem brata. Wtedy ze strachu i z bezsilności jechaliśmy na ostry dyżur po tamponadę. Kompot z czereśni przez całą noc. I jeden taniec tylko w czerwonej marynarce.

XV

W pokoju nieprzydatne kolekcje: kaset, znaczków, nieaktualnych map, przewodników, niepotrzebnych książek geograficznych i czarnych płyt. Dawna kolekcja globusów ogranicza się do największego. Kilka niepotrzebnych pamiątek z wyjazdów w góry, nad morze i na południe Europy. Stare zeszyty, notatki i skrypty. Poza tym lekarstwa rodziców i zakurzone meble. Ani mój pokój, ani mój kurz.

XVI

Barkostatek. Taka knajpa na Warcie obok pasażerskiej barki Joanna. Drugi brzeg zajęli panowie moczykije. Oni też piją piwo i palą papierosy. Ja nigdy nie łowiłem, czasem udawałem, ale nie tutaj, nie w rzece. Życzliwi zawsze kazali zabierać ze sobą ręcznik i mydło.

XVII

Historia nauczyciela historii. Żywej encyklopedii muzyki rockowej, która z jakiegoś powodu nie jest aktualizowana, nie ma nowych wydań. A kiedyś, co tydzień w niedzielny wieczór z uchem przy radioodbiorniku. Telefony sąsiadów. Koszulki, płyty, koncerty.

XVIII

Sztuka zakazów: nie wyrzucać starych gąbek, nie zużywać ciepłej wody do zmywania naczyń, podgrzewać zimną, nie zużywać proszku i płynu do naczyń nadaremno, nie obierać młodych kartofli, nie otwierać drzwi balkonowych, nie gasić płomienia na małym palniku, nie spać do ósmej, nie wracać zbyt późno, nie przestawiać lekarstw, nie pomieszać gazet, nie robić niczego po swojemu – ojciec wie wszystko najlepiej.

XIX

Co to jest? Czarna porzeczka. To czemu czerwona? Bo jeszcze zielona. No właśnie. Po chorobie ojca wszyscy zrywaliśmy porzeczki zarobkowo. Nie narzekaliśmy, choć było nam ciężko. Jedliśmy zimne pulpety wprost ze słoików i piliśmy kawę zbożową. Wtedy jeszcze byliśmy rodziną.

XX

Tyle łysych głów. Czy oni wszyscy kochają żużel? Kochają Stal? Pamiętam jak wyzywali od jebanych pedałów Tomasza Golloba. Ale wtedy nie był mistrzem świata i jeździł dla Bydgoszczy.

XXI

Trochę wiary w to miasto – napisała mi Ewa. W domyśle – przecież dało ci wykształcenie i pierwszą pracę w szkole. Ale czy chodzi tylko o miasto? O śpiących na ławkach pijaczków? O pytających o fajki w szpitalu? O fałszujących For whoom the bell talls podczas imprezy z okazji prezydencji na skwerku przy Hawelańskiej? O zamykających ptaki w klatce na bulwarze w ramach atrakcji? Siadających na pomniku Jancarza by zrobić sobie zdjęcie? Czy może o tych na Żwirowej, gdzie spokój jest pański i niebo do wynajęcia? Jeśli uznać, że wiara to ludzie, trochę wiary w to miasto oznaczać będzie więcej ludzi w tym mieście. No tak, rozmnażanie to główna z tutejszych rozrywek.

XXII

Kawiarnia Letnia. Kiedyś chodziliśmy tam na hotdogi, ale tylko czasami. Były tanie i smaczne. Od kiedy pamiętam była muza weselna, biały miś, włoskie canto i tańce. Do tej pory żadna knajpa nie ma takiej frekwencji. Uczcie się uczcie – panowie managerowie.

XXIII

Gwiaździsta, w pobliżu nieistniejącego kina Muza, z którym kojarzą się niewygodne krzesła i Dni Filmu Radzieckiego. Teraz rządzi tam ośmioletni mistrz ciętej riposty. Pan, władca i excel we własnej osobie. Życzę mu powodzenia.

XXIV

Trochę wyżej, na tym samym wzgórzu jest stadion piłkarski. Kiedyś skakaliśmy przez płot by zobaczyć Krzysztofa Warzychę. Zenek Burzawa był dla nas jak Maradonna. Któregoś razu w przerwie meczu obwieścili, że Joachim Halupczok odstawił peleton i został kolarskim mistrzem świata. Rowery poszły w ruch. I kapsle. Flagi państw wycinane z okładek na zeszyty i książki.

XXV

Miałem tu dużo czytać. Głównie piszę i sporo piję. Może zabrałem ze sobą niewłaściwe książki. Może to miasto i tyle wspomnień. Wolny czas, który trzeba wypełnić.

XXVI

Wreszcie trochę chłodniej. Upał nas spalał. Deszczyk i chłód przynoszą ulgę. Może jednak jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie?

XXVII

Starzy ludzie wracający z kościoła. Ze sztandarami, kwiatami i warkoczami jak u dziewczynek. Uhahani od ucha do ucha. Tramwaj należy do ich sztucznych szczęk. Ktoś decyduje – wysiądźmy tutaj, pójdziemy na szagę! Żegnajcie kochani, z Panem Bogiem.

XXVIII

Dżizas! Ile tu mrówek i szkieł. Bądź mądry jak Zakopower – idź boso przez las. Nie las, lecz glass.

XXIX

Autobus linii 104. Jadę do Marka napić się wódki i zapytać o tegoroczną edycję festiwalu poetyckiego. W autobusie śmieją się usta, uszy i oczy. Skądś znam tę twarz. Wreszcie poznałem po głosie. I przypomniało mi się jak w szkole nieświadomie wyznawali sobie miłość z kolegą, myśląc, że ja tiebia ljublju oznacza lajk.

XXX

Tutururu Manamana. Tu jest dopiero w pyte zakamar (jak zwykł mawiać Marcin o jednym miejscu w Warszawie). Dżamiro i grupensex na kanapach, albo raczej lekki petting (jak mawia Rudnicki). I wszyscy na siebie patrzą. Ciekawe, co myślą o naszej trójce. Dzieje się, dzieje.

XXXI

Marek przestał palić. Zaczął opalać, ale tylko przy wódce. Elektryzuje się na kanapie.

XXXII

Myślałem, że ojciec nie lubi kaszy gryczanej. A jednak dobra kasza nie jest zła. I gulasz z dużą ilością czosnku, cebuli i papryki. Wszystko popija zsiadłym mlekiem.

XXXIII

Odwiedzam grób Kazimierza Furmana. Zapalam biały znicz, jak prosił Zbychu. Idę szukać Jancarza. Nie widzę. Za to widzę, że się zanosi na wyniesienie trumny z kaplicy. Drugą lampkę zapalam gdziekolwiek. Wychodzę. Chyba nigdy nie oswoję się z pogrzebami.

XXXIV

Ktoś ma silną potrzebę stawiania pomników. Z Papuszy zrobili lokalną Osiecką – płyty, pomniki, aleja gwiazd. Zastanawiam się czy Herbert będąc kierownikiem literackim tutejszego teatru spędził w nim chociaż jeden dzień.

XXXV

Udało się zebrać prawie wszystkie porzeczki, wiśnie i bób. Niebawem przyjdzie czas na ogórki, seler, cebulę, marchew i czosnek. Działka to jednak łączniczka.

XXXVI

Miała plan by już nie wracać tam po przepustce. Bo nic nie boli i dobrze się chodzi. Teraz ma przynajmniej co czytać. Już niewiele zostało. Cieszy się każdą chwilą, mimo, iż wszystko się miesza.

XXXVII

Bratanek i zarazem chrześniak za kilka dni kończy sześć lat. Całkiem serio mówi, że chciałby otrzymać drukarkę do banknotów. Ba! Kto by nie chciał! Ostatecznie mogą być puzzle lub klocki lego.

XXXVIII

Powinienem pracować jako czasowstrzymywacz. Po północy siedzimy przed piekarnią zajadając się pełnoziarnistymi bułkami prosto z pieca. Murek i ciepłe pieczywo. Ostatni raz osiemnaście lat temu.

XXXIX

Jeszcze coś o Kłodawce – małej rzeczce opływającej miasto z prawej strony Warty. Była zima, gdy chodziliśmy po jej lodach aż do Chwalęcic. Był też wodospad. Wspinaliśmy się na mostek. Później papieroski, winko, kompocik.

XXXX

Matka wkrótce opuszcza szpital. Ja niebawem opuszczam Gorzów – Landsberg – Kobylą Górę. Czytam Dziki kąt Śliwińskiego. Dobra puenta. Dobra lektura – odbiera słowa.

niedziela, 19 czerwca 2011

Kluboyear, czyli jak grał Patefon









Zaczęło się rok temu, zatem czas podsumować, podziękować, wyjaśnić. Już pierwsze spotkanie w Klubogalerii przeszło poniekąd do historii za sprawą Oli Zbierskiej, która w ostatniej chwili oznajmiła, że nie może do nas dotrzeć z przyczyn losowych. Co robić? Odwołać? Przenieść? Zamienić?

Ta ostatnia wersja okazała się jedyną słuszną. W ten sposób Jarek Janowski swoimi tekstami satyrycznymi, dowcipasami i anegdotami rozpoczął cykl spotkań na Żoliborzu. Odbył się też nieduży turniej jednego wiersza z nagrodami od baru. Później planowaliśmy przerwę wakacyjną i wznowienie imprez od września. Okazało się jednak, że przejęto Patefon na dalekich Młocinach i jest potrzeba zorganizowania czegoś letniego i zarazem poetyckiego. W ten sposób zorganizowałem „Wieczór ze striptizem”, czyli wspólny wieczór autorski Doroty Ryst i Sławka Płatka, podczas którego autorzy prezentowali swoje erotyki.

Chwila przerwy, planowanie i dalsze imprezy. Zależało mi na tym by prezentować autorów zarówno znanych jak i mniej znanych, ale zawsze takich, których twórczość bardzo cenię. Wierzyłem, że mogę w ten sposób zachęcić miłośników poezji do wycieczek na Żoliborz, czy Młociny (czyli „pod Gdańsk”, jak mówi Ola Jaryńska;-)).

No i cóż? Było różnie, ale odnoszę wrażenie, że osoby, które w spotkaniach uczestniczyły nigdy nie żałowały, że się wybrały, a zaproszeni goście dostarczyli nam wielu wspaniałych doznań. Całkiem tego sporo, jak teraz patrzę na zapowiedzi, plakaty i zdjęcia. Piotr Gajda, Mariusz Grzebalski, Czesław Markiewicz, Krzysztof Bąk, Joanna Vorbrodt, Seryjni Poeci (Agnieszka Wolny-Hamkało, Krzysztof Siwczyk, Maciej Woźniak) z Andrzejem Stasiukiem jako widzem ;-))) Dalej Michał Nowak, Maciek Froński, Michał Czaja (i nasze niezapomniane urodziny;-))), Zuza Ogorzewska, Teresa Radziewicz, Sławek Płatek (solo), Marcin Orliński, Natalia Malek, Paweł Podlipniak, Justyna Krawiec, Ania Tomaszewska, Ola Zbierska (wreszcie;-))), Piotr Mosoń, Ewa Bartoszewicz, Magda Gałkowska, Rafał Gawin, Julek Bolek, Robert Rutkowski, Krzysiek Ciemnołoński i goście z Finlandii, których polskie przekłady czytali: Aneta Kamińska, Joanna Pawlusek, Magda Orlińska, Adam Wiedemann. Ktoś jeszcze? Chyba wszyscy, jak do tej pory. Przy okazji trochę muzyki, wystaw, konkursów jednego wiersza, rozdanych książek i sporo fotek – początkowo autorstwa Doroty Ryst, potem Krzyśka Doleckiego, Wojtka Muncka i Arka Łuszczyka – wielkie dzięki i szacun za fotki!!!

Faktycznie, sporo się działo. Czasem nie nadążałem może ze wszystkim, nie ogarniałem, albo technika wygrywała z moimi umiejętnościami. Niemniej sporo osób się przez te imprezy przewinęło. Nawet w pewnym momencie odniosłem wrażenie, że Patefon bardziej znany jest w Polsce niż w Warszawie ;-))) To Wasza zasługa.

Ze swej strony bardzo żałuję, że na niektóre spotkania przybyło zaskakująco mało osób. I tak najbardziej mi żal spotkań z: Krzysiem Bąkiem, Czesiem Markiewiczem, Justyną Krawiec, Zuzą Ogorzewską, Seryjnymi Poetami, Maćkiem Frońskim. Spotkania były wyjątkowe i bardzo je zapamiętałem.

Teraz czas na przerwę. Wakacyjną? Urlopową? Nikt nie wie. Przykro mi było odwoływać umówione spotkania z Piotrkiem Makowskim i Michałem Murowanieckim, ale cóż, tak to już jest. Była zima, jest lato, więc czas pokaże, co się stanie jesienią – gdzie, kiedy i z kim. Dziękując wszystkim za wszystko, pozdrawiam ostatni raz w imieniu Klubogalerii i Patefonu. Trzymajcie się i do zobaczenia gdziekolwiek;-)))

wtorek, 7 czerwca 2011

Żolifest 2

Zapraszam na Żoliborz. Będę uczestniczyć w trzech projektach:
Migawki. Obiekt Warszawa, Sady Żoliborskie i koncert Joanny Vorbrodt.

































10.06 PIĄTEK

16:00 -> ..... - CERAMICZNY TREASURE HUNTING - gra miejska - Żoliborz różne miejsca
18:00 -> ..... - ŻOLIBORSKIE KLIMATY - konkurs - Butelki Zwrotne Potocka 14 lok 14
18:00 -> 20:00 - OGRÓD SZTUK - otwarta pracownia ceramiczna - Krasińskiego 8 domofon 200 klatka VI
21:00 -> 22:00 - MIGAWKI. OBIEKT WARSZAWA - projekcja multimedialna - COCOdeORO Potocka 14
21:00 -> ..... - WSPOMNIENIA DAWNYCH DNI - impreza muzyczna lata 20/30 - Butelki Zwrotne Potocka 14 lok 14
22:00 -> 24:00 - JOANNA VORBRODT - koncert poezja + elektronika - COCOdeORO Potocka 14

11.06 SOBOTA

10:00 -> 15:00 - 13ste URODZINY CAL OPS ŻOLIBORZ - różne atrakcje - Środowiskowy Dom Samopomocy II Rydygiera 3
10:00 -> 18:00 - TEMPEH I NIE TYLKO - smakowitości, poczęstunki - Sklep Słoneczny - Słowackiego 21/23
10:00 -> ..... - DZIEŃ OTWARTY I MAŁY MEDYK - konsultacje, panel tematyczny - Modelmed Mierosławskiego 19
10:00 -> 20:00 - OGRÓD SZTUK - otwarta pracownia ceramiczna - Krasińskiego 8 domofon 200 klatka VI
11:00 -> 18:00 - PRZYŚNIŁ MI SIĘ DOM - akcja miejska - Broniewskiego róg Matysiaków
11:00 -> ..... - ŻOLIBORZ JEST KOBIETĄ? - urodziny Imagine i nie tylko - Imagine Mickiewicza 52
11:00 -> ..... - ZJEDZMY WSPÓLNE ŚNIADANIE - śniadanie!- Butelki Zwrotne Potocka 14 lok 14
11:00 -> 19:00 - PRACOWNIA OTWARTA - pracownia ceramiczna - Keramos Krasińskiego 29 domofon 202
11:00 -> 14:00 - PIKNIK RODZINNY - różne atrakcje - Przedszkole nr 131 Sierpecka 9a
12:00 -> 14:00 - GDZIE MIESZKAJĄ KARAMPUKI? - akcja miejska - Park Kaskada
12:00 -> 21:00 - ŻYWICIEL - spektakl - plac Inwalidów 10
12:00 -> 18:00 - BRZUCH ŻOLIBORZA - gra miejska - start Plac Wilsona
12:00 -> 21:00 - WAROWNIA JAMSBORG - różne atrakcje - Wybrzeże Gdyńskie
14:00 -> 16:00 - WARSZTATY DOMOWEGO BROWARNICTWA - Butelki Zwrotne Potocka 14 lok 14
16:00 -> ..... - GRA PARATEATRALNA LARP JEEP FORM - Butelki Zwrotne Potocka 14 lok 14
17:00 -> 19:00 - NIE TYLKO DLA MŁODYCH PANIEN ;-) - twórcze szydełkowanie z radną Żoliborza - COCOdeORO Potocka 14
19:00 -> 22:00 - WIECZÓR naWIEDZONYCH - mini prelekcje i quiz - COCOdeORO Potocka 14
22:00 -> ..... - YACHT ROCK DISCO - impreza grają Pewex i Maciek Sienkiewicz - COCOdeORO Potocka 14


12.06 NIEDZIELA

10:00 -> 16:00 - ZESPÓŁ SZKÓŁ IM. JANA KILIŃSKIEGO - różne atrakcje - Felińskiego 13
11:00 -> 18:00 - PRZYŚNIŁ MI SIĘ DOM - akcja miejska - Broniewskiego róg Matysiakówny
12:00 -> 14:00 - ŻOLIWER - ekstremalna wycieczka rowerowa - start Urząd Dzielnicy Żoliborz Słowackeigo 6/8
12:00 -> 24:00 - ZPIKNIKOWANI - piknik na świeżym powietrzu - teren Klubu sportowego Spójnia Wybrzeże Gdyńskie 2
12:00 -> 21:00 - WAROWNIA JAMSBORG - różne atrakcje - Wybrzeże Gdyńskie
12:00 -> 21:00 - ŻYWICIEL - występy młodych artystów z Żoliborza - plac Inwalidów 10
19:00 -> 21:00 - FOTEL W SKARPETKACH - zdarzenie teatralno/muzyczno/wizualne - COCOdeORO Potocka 14

poniedziałek, 6 czerwca 2011

Anna Kalina Modrakis - "Prześwietlenie"




















W ostatnim czasie otrzymuję sporo książek, głównie poetyckich od różnych autorów i właściwie zupełnie nie wiem, z jakiego powodu. Być może z sympatii, być może z empatii, być może z uwagi na to, że robię to, co robię, albo z nadzieją na tak zwaną „wymiankę”, a może bez przyczyny? Bez przyczyny byłoby najprzyjemniej i tej wersji bym się trzymał, ponieważ nie lubię zobowiązań.

Książkę A. K. Modrakis podarował mi Sławek Płatek po sympatycznym wieczorze spędzonym u Doroty Ryst po kolejnych „Spotkaniach Uli”. A były to wyjątkowo udane spotkania – po pierwsze Elżbieta Lipińska i Wioletta Grzegorzewska miały wspólny wieczór autorski, na którym pojawił się także Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki, po drugie – otrzymałem w nagrodę nową książkę, a właściwie książeczkę Wioletty Grzegorzewskiej. I śmiać mi się chciało, gdy Sławek na wyjście powiedział – „SŁUCHAJ, JESTEŚ TAKIM DZIAŁACZEM, POWINIENEŚ MIEĆ TĘ KSIĄŻKĘ”. Ta, działaczem. Swoją drogą kiedyś na warsztatach (czymś w stylu dialogu społecznego) otrzymałem plakietkę podpisaną – Paweł Łęczuk – poeta, aktywista – bajer!

Ale do rzeczy. Dzień wcześniej Sławek-Redaktor Płatek pokazał mi dwie nowe książki wydawnictwa Stowarzyszenia Salon Literacki. Wtedy książkę Modrakis zobaczyłem po raz pierwszy. Owszem ładnie wydana. Są pewne niedociągnięcia, jednak uważam, że z czasem wydawnictwo sobie z nimi poradzi, w końcu to są ich wydawnicze początki.

Wcześniej słyszałem kilka wierszy autorki, które przy różnych okazjach czytała Dorota, bo już od jakiegoś czasu mówiło się o wydaniu tej autorki, o której nikt nic nie wie. W zasadzie wiadomo tylko, że jest z okolic trójmiasta i Sławek ją tam gdzieś odkrył.

Książka sobie troszkę leżakowała na moim stole, to na jednym, to na drugim, bo poezji ostatnio nie miałem chęci czytać – no było trochę Sommera, ale bardziej wciągająca proza Rudnickiego. W końcu w piątek jechałem do Piastowa i wiedząc, że „Zabicie czeskiego psa” jest już na ukończeniu, zabrałem do pociągu też „Prześwietlenie” Modrakis. No i cóż? Jak pisałem gdzieś wcześniej – na poezji to ja się nie znam, na pisaniu tzw. recenzji tym bardziej, sam zresztą piszę bardziej intuicyjnie niż zgodnie z jakimś planem (choć to nie jest do końca prawda). Jednak jest w tej książce coś, co mnie skusiło do napisania paru zdań na jej temat. Może ta tajemniczość wokół autorki? Nie wiem. Nie mniej – bardzo dobrze dobrane motto z „Szarych eminencji zachwytu” Białoszewskiego, które w jakiś sposób buduje nastrój całej książki:

Jakże się cieszę,

że jesteś niebem i kalejdoskopem,

że masz tyle sztucznych gwiazd,

że tak świecisz w monstrancji jasności,

gdy podnieść twoje wydrążone

pół-globu

dokoła oczu,

pod powietrze.

Jakżeś nieprzecedzona w bogactwie,

łyżko durszlakowa!

Z drugiej strony widząc na wstępie Białoszewskiego mam pewne obawy, że będzie trochę wtórnie. Okazuje się, że nie. Że to tylko taki ozdobnik i z każdym wierszem jest coraz lepiej.

Zaczyna się wierszem „awokado ad astra” – „a gdyby tak przekroić na pół jeden dorodny / dzień…” – no właśnie, to tak samo jak otwieraniem nowych książek i chyba dobrze,
że redaktorzy (Dorota i Sławek) ten wiersz wybrali na dobry początek. Zapowiada wiele dobrego wewnątrz, smaczny miąższ. I dalej: „wniebowstąpienie”, „nieciągłość” – niby banalne, a jednak zastanawiające fragmenty – „może to ja jestem po niewłaściwej stronie kropli”, albo „możliwe, że jutro będziesz kimś nieznanym”. Generalnie jakby ograne motywy i może nawet zużyte w przeszłości, a jednak wracają, jak dobry riff, czy brzmienie samej tylko gitary, a jednak inspirujące.

Jest grupa wierszy („ojciec”, „moja prababcia”), która kojarzy mi się ze sposobem pisania Teresy Radziewicz, ale to pewnie przez to, że ostatnio znów w jakiś sposób jestem w twórczości Teresy i trudno się od tego wrażenia odkleić.

Jest proza poetycka (ale może tylko ja tak to nazywam), może nawet ekfraza: „obraz: grupa kobiet na ciemnym tle”, „20 X” – Modrakis radzi sobie z wierszem pisanym prozą, zostawia nawet niedosyt.

I tak sobie płynę przez tę niedługą książeczkę i dojeżdżam już do Piastowa z frazą: „wczesnoporonne gazety przyniosły rozkaz” – w głowie. Bo tak mi zostało. I dobrze. Dobrze, że jest książka Modrakis tak inna od książek kobiet – bez tego pieprzenia, onanizowania, parzenia, gwałcenia, feminizowania, bez tych kutasów i macic i blizn, bez zapaści, nawrotów i traum. Kobieta-nie kobieta mówiąca o innych jako kobietach, żyjąca tu i teraz, a jednak zastanawia się z jakiego powodu jest tu i teraz i co będzie dalej „myśląc o grawitacji matce wszystkich / uległości”.


niedziela, 29 maja 2011

obama in warsaw















Idę mostem Poniatowskiego w kierunku centrum. Lubię czasem chodzić mostami. To daje spokój. Rozluźnia. Ale nie ich – wyrzuconych z tramwajów i autobusów. Oni mają setki wkurwionych min. Spojrzeń. I ja jeden. Naprzeciw. I śmiać mi się chce i myślę - dobrze im tak. Ta wędrująca masa gdyby mogła, by rozdeptała wszystko na swojej drodze. Zalała każdy wolny skrawek chodnika. Wszystko dla nich. Dla ich komórek, laptopów, okularów, plecaków i toreb z truskawkami. I nie ma w tym niczego dziwnego. W końcu żyję w kraju, w którym każdy chce mnie zrobić w chuja.



niedziela, 8 maja 2011

Miron Be




























Nie znam się na teatrze, ani na poezji, ani na wideo, ani na prowadzeniu dyskusji. Nawet słabo znam twórczość Białoszewskiego. Trochę poezji, trochę prozy - parę osób, mały czas. Znam chyba więcej opowieści i anegdot o Białoszewskim, które wyczytałem w książce Wojciecha Siemiona i usłyszałem z ust Andrzeja, który go znał, bo Andrzej znał wszystkich. A przynajmniej wielu.

Nigdy wcześniej nie byłem też w Komunie Otwock, która już nie jest Komuną Otwock tylko Komuną Warszawa. Jak zwał tak zwał. Newslettery wpadają na skrzynkę tlenu, a ja nic. Do dziś.

Może chciałem zobaczyć Poniedziałka, może Marcina Cecko. Może przez deszcz. Może przez bolące kolana, brak pomysłu na życie, albo lenistwo. W każdym razie wchodzę punktualnie, a oni wszyscy już są na scenie i na widowni. Jacek bryluje nad książką. Jacek jest Mironem Be, musi brylować. Potem lekko znudzony, pyta Marcina czy jeszcze, czy długo, i czy w ogóle ma czytać. Mówi, że mu gorąco. Marcin mówi, że nie potrafi otwierać tych okien, choć nie podejmuje próby. Jacek podejmuje próbę, ale też nie potrafi. Wtedy postanawiam zamówić piwo - ciepły Ciechan za siedem zeta.

Czyta dziewczyna. Czyta zajebiście. Śpiewa. Poniedziałek pali albo może się spala, ze wstydu czy z żenady. Mówi ze jest tutaj za darmo. Potem wywiad. Ożywia się - jak Miron opowiadający o dziadkach. O tym jak po Chłodnej jeździło się tramwajami i że lepiej było przed wojną ale polubił to mieszkanie na jedenastym piętrze i że może sobie regulować noc, dzień, księżyc i słońce – z pomocą żaluzji. Tylko, gdy gwoździe wbijają w ściany i hałas jest, musi posiłkować się zielskiem i madonnami. Klawiszowiec sampluje karuzele. Dziewczyna śpiewa. Och! Ona nie śpiewa ona jest. Staje się panną madonną, Ewą Demarczyk. Białoszewskim z kopyta. I pierwsze brawa. I śpiewa Marcin. To znaczy nie śpiewa, ale to taki wiersz śpiewny. Jacek Miron Poniedziałek chce być marzeniem. Pali papierosa. Siada. Chodzi. Stoi. Baśka! Krzyczy. A ona umiera. A oni trzymają ją taką umarłą. Baśka! Wrzeszczy – Baska. I basta. I brawa.

I przerwa. I kolejka do kibla. Poniedziałek bryluje w palarni. I spoko. Dzwoni Darek. Mówię, że wpadnę po wszystkim. Ale wszystko, to właściwie już było. Dyskusje jałowe. Krótkie wideo. I znów na deszcz. I znów zajęty kibel. Koniec. Wychodzę.


Spektakl


wtorek, 5 kwietnia 2011

yesterday

zbyszkowi i marianowi zadzwonił do mnie wczoraj powiedział – skończyło się skończyło się co – zapytałem wszystko – powiedział – trach ciach po psach parę godzin później obsrańcy tańczyli pogo na jego grobie nawet nie to że pogo i że obsrańcy ale że trach ale że ciach ale że wczoraj że już po psach

piątek, 11 lutego 2011

Mini świat maxi czas

Zdarzają się w życiu takie sytuacje, o których się nam, ani żadnym filozofom i szarlatanom nie śniło. Zbiegi okoliczności? Przypadek? Spełnione marzenia? Zapewne kumulacja wszystkich składowych. Do tego odpowiedni ludzie, jak drogowskazy na autostradzie, jak znaki. Taka sytuacja spotkała mnie już kilka, by nie powiedzieć kilkanaście razy w ostatnich latach. Ale przecież nie tylko mnie – Joannę Vorbrodt także. A zaczęło się tak:
- Ty Luis, skąd Ty właściwie jesteś?
- Ja? Z Gorzowa Wielkopolskiego, takie miasto na zachodze (śmiech)
- No co Ty? (prawie zachłysnąwszy się piwem)
- No, bo jest jeszcze Gorzów Śląski
- Ja wiem, moi rodzice tam mieszkają. A znasz Miłka?
- Chodziłem z nim do liceum, ale nie wiem co teraz robi
- Naprawdę? To ja do niego zadzwonię (i dzwoni – cześć Jaro, znasz Luisa? – no, chodziłem z nim do liceum, a, bo ja go właśnie poznałam w Warszawie na Nocy Poetów – śmiech…)

„Bo to się zwykle tak zaczyna” – od słowa do słowa i wreszcie do rzeczy, do czynu „bez pieniędzy dzikie podróże” i „life is life”. Jak się okazuje z okien domu moich rodziców widać okna rodziców Joanny i vice versa. Natomiast mój kolega z liceum, z którym wymieniałem się kasetami i wspólnie urządzałem akcje głosowania na gorzowską listę przebojów okazał się być wujem mojej koleżanki (czyli bratem jej mamy).

Finał jest taki, że w tym samym czasie spotykają nas podobne sytuacje – moje publikacje książkowe i płytowe sytuacje Joanny. Rozkoszne prawda?

To ja usłyszałem piosenkę Joanny – „Obudź się.Warszawa” – w radiowej Trójce w nocnej audycji po raz pierwszy (Mikrokosmos). Teraz ta piosenka znalazła się na najnowszej kompilacji układanej przez Piotra Kaczkowskiego – minimax pl 6. Z czego się bardzo bardzo cieszę. W najbliższą sobotę, to też ciekawostka, w klubie Zbigniewa Hołdysa w Warszawie będziemy wspólnie świętować to wydarzenie podczas koncertu Joanny, jej męża i zespołu. „Niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba”!!!

http://www.joannavorbrodt.pl/


wtorek, 7 grudnia 2010

Migawki w Patefonie & koncert


Zapraszam serdecznie na prezentację multimedialną: Migawki - obiekt Warszawa.

Perkowski, Łęczuk i Bazgier poprzez dobór obrazu słowa i dźwięku pokazują na wpół realny świat, historie i miejsca na wpół fantastyczne.

Autorzy zabierają widzów w niecodzienną podróż po stolicy.

Publikacja "Migawki. Obiekt Warszawa" została nagrodzona w konkursie Mazowieckiej Akademii Książki w bieżącym roku i uznana przez Tomasza Łubieńskiego za "ciekawą próbę interakcji słowa i fotografii". Słowo występuje tu w postaci wiersza, prozy poetyckiej, usłyszanego na ulicy strzępu rozmowy. Zdjęcia ukazują codzienność miasta. "Ale autorzy nie epatują miejską brzydotą. Ze zwyczajności ulic i ludzi, którzy jakby przypadkowo weszli w kadr, wydobywają poezję" - napisał Łubieński.

Podczas imprezy zaprezentujemy także slajdowisko Łukasza Perkowskiego - Warszawa ma.

Po zakończeniu prezentacji zapraszamy na koncert-recital Joanny Vorbrodt z przyjaciółmi.





piątek, 3 grudnia 2010

Mazowiecka Akademia Książki

Ogłoszono laureatów konkursu Mazowiecka Akademia Książki

Pastisz powieści kryminalnej, szkice o "odmienności w codzienności" Warszawy i poetycki album z fotografiami stolicy - to trzy zwycięskie prace VII edycji Mazowieckiej Akademii Książki. Laureatów konkursu przedstawiono na czwartkowej gali w Warszawie.

W gronie nagrodzonych znaleźli się Magdalena Layer-Sarzotti za "Aferę Kolekcjonera", Anna Kuczyńska-Skrzypek i zespół autoró
w za pracę "W Warszawie i nie tylko. Migawki z antropologii miasta" oraz Łukasz Perkowski i Paweł Łęczuk za "Migawki. Obiekt Warszawa".

"Afera Kolekcjonera" jest pastiszem powieści kryminalnej w stylu przedwojennym. Śledzimy w niej poczynania komisarza Kurka tropiącego seryjnego mordercę kobiet, który z miejsca zbrodni zawsze zabiera damską rękawiczkę. Jednak, według pisarza Tomasza Łubieńskiego, członka tegorocznego jury konkursu, prawdziwym bohaterem tej powieści jest przedwojenna Warszawa. Czytając ją, możemy poczuć "atmosferę, którą znamy z ówczesnych, czarno-białych filmów, pełną specyficznego uroku, nostalgii, +warszawskich smaczków+" - napisał Ł
ubieński w recenzji książki.


Praca zbiorowa "W Warszawie i nie tylko. Migawki z antropologii miasta" gromadzi szkice ukazujące - jak napisała pisarka i krytyk Iwona Smolka - "odmienność w codzienności" stolicy. Poruszane w niej tematy dotyczą

m.in. zmian w wyglądzie Warszawy - np. nagle pojawiających się szyldów, plakatów, nazw ulic, napisów; tożsamości warszawskich dzielnic, domów, parków oraz podstaw i formowania się mitologii miejsca. Każdemu szkicowi towarzyszy dokumentacja zdjęciowa.

Publikacja "Migawki. Obiekt Warszawa" została uznana przez Łubieńskiego za "ciekawą próbę interakcji słowa i fotografii". Słowo występuje tu w postaci wiersza, prozy poetyckiej, usłyszanego na ulicy strzępu rozmowy. Zdjęcia ukazują codzienność miasta. "Ale autorzy nie epatują miejską brzydotą. Ze zwyczajności ulic i ludzi, którzy jakby przypadkowo weszli w kadr, wydobywają poezję" - napisał Łubieński.

Laureatom przyznano honoraria i Mazowieckie Maki. Wszystkie trzy prace zostaną wydane drukiem w 2011 r. przez Mazowieckie Centrum Kultury i Sztuki (MCKiS) we współpracy z Agencją Wydawniczą "Egros".

Jury konkursu przyznało także dwa wyróżnienia - dla Doroty Zając za publikację "Udział V Rejonu +Gątyń+ VII Obwodu +Obroża+ w Powstaniu Warszawskim" oraz dla Zbigniewa i Jerzego Szkopków za pracę "Rzeszotków i sąsiedzi".

Oprócz Łubieńskiego i Smolki, w tegoroczny
m jury zasiadali historycy Wojciech Markert i Jan Żaryn, który jednocześnie przewodniczył jego pracom oraz Anna Hejman z MCKiS.



Konkurs Mazowiecka Akademia Książki jest organizowany przez MCKiS od 2004 r. Nagradzane są w nim nigdzie dotychczas nie wydane publikacje o historii, tradycji i kulturze Mazowsza, w tym Warszawy, które mają niekomercyjny charakter. Jury wybiera prace w trzech kategoriach: literatura piękna, eseistyka kulturalna, nauki historyczne.


Efektem tego zaplanowanego na wiele lat projektu ma być zbiór wartościowych książek poświęconych ziemi mazowieckiej.

Dotychczas, do wszystkich siedmiu edycji konkursu zgłoszono łącznie ponad 150 prac, z których 19 zostało wydanych drukiem w serii Mazowiecka Akademia Książki przez Wydawnictwo TRIO oraz Agencję Wydawniczą "Egros".

Na czwartkowej uroczystości w MCKiS zaprezentowano trzy książki laureatów ubiegłorocznej edycji konkursu wydane w 2010 r.




Wywiad dla radiowej dwójki:

Recenzje:






wtorek, 23 listopada 2010

System a tyka

1.

Szklane ściany i drzwi. Akwarium. Szklanka. Wszystko po to byś czuł się maksymalnie zakłopotany. Twój stan jest rodzajem testu. Ważny jest gest, zawahanie przy odpowiedzi. Jesteś pro czy raczej sceptyczny. Zmysły systemu wyłapią każdą słabość. Pamiętaj, że uścisk dłoni jest wizytówką. Postawa – prosty, zgarbiony. Rodzaj chodu, sposób, w jaki siedzisz. Przez cały czas opowiadasz o sobie więcej niż mógłbyś. Od ciebie zależy czy historia niewypowiedziana pokryje się z tym, co akurat mówisz. Pamiętaj – każdy ma swoje wady, które stara się ukryć.

2.

Pisanie maili potrafi być uciążliwe. Szczególnie, gdy jesteś zobowiązany po raz setny odesłać szefowi raport, który ostatecznie i tak przejdzie w wersji, którą stworzyłeś pierwotnie. Ale przecież każde z ogniw systemu musi się jakoś wykazać. Zadecydować, zaopiniować, zdyskredytować, zaakceptować, zaparafować, zmodyfikować by potem przedstawić jako swój projekt na spotkaniu z zarządem. To przecież nie ty jesteś tu najważniejszy. Nie ty decydujesz. Ty jedynie wspomagasz cały mechanizm, bez ciebie cała machina nie padnie. System zabezpiecza się na każdą sytuację. Bejkapuje, wynajmuje biura na wypadek kryzysu, robi setki wersji zastępczych. Ma plany, specyfikacje i tysiące kopii zastępczych.

3.

Ostatecznie, to nie jest takie trudne. Łatwo się przyzwyczaisz. Już drugiego dnia znajdziesz kogoś, z kim będziesz wychodzić na papierosa. Później będzie już tylko lepiej. Nauczysz się rozpoznawać nieformalne grupy i grupki, z których pomocą uda się coś uzyskać. Choćby więcej wyjść na fajkę, albo przychylność przełożonego pomimo spóźnień. Zapewne włączysz się w życie jednej z tych grupek i czas będzie upływał zdecydowanie szybciej. Dowiesz się przy okazji, który koleś jest gejem, a który po prostu ciapą i pantoflarzem. Poznasz historię swojego biurka, pochodzenie różnych części garderoby nowych koleżanek i cenniki fryzjerów, kosmetyczek itd…

4.

Integracyjne wyjścia na piwo, prezenty świąteczne, karty zniżkowe na basen, kino i spa. Do tego prywatne ubezpieczenie. Rewelka. Masz poukładane życie. Możesz planować przyszłość, zaciągać kredyty, korzystać z kart zbliżeniowych i zadłużać się do woli. Jesteś wiarygodny, lojalny i odpowiedzialny.

5.

Coś zmienia się, co jakiś czas. Ludzie się zmieniają. Przychodzą, odchodzą, zachodzą, schodzą, staczają się, pną w górę, napierają, wypierają siebie nawzajem. Nie dostajesz urlopu w oczekiwanym terminie raz, drugi. W końcu uczysz się brać zwolnienia i urlopy na żądanie. Tego i tak nikt nie ogarnia.

6.

Masz wybór: porozumienie stron i coś w rodzaju odprawy – wtedy po prostu wstajesz i wychodzisz, albo wypowiedzenie – męczysz się dłużej, ale masz prawo do świadczeń, zasiłków, zwolnień itd… Nie chcesz się męczyć. Nie wiesz, co wybrać, ale nie chcesz się męczyć. Taka sytuacja nie miała się zdarzyć. Nie tobie. Podpisujesz. Wychodzisz. Nie wiesz co zrobić. Wszystko stało się bezsensowne. System pozbył się błędu.


wtorek, 16 listopada 2010

Michał Zabłocki

BLOGOSTAN_01 jest wyborem wierszy Michała Zabłockiego, publikowanych w latach 2007–2009 na blogu poetyckim „Przerzutka na wiersz”. W tomie znalazły się utwory najciekawsze i najważniejsze, które pokazują autora jako świetnego poetę, obdarzonego dużą wrażliwością, intuicją i skłaniającego się ku podejmowaniu tematów ostatecznych. Poezja Michała Zabłockiego jest ciepła, życzliwa ludziom i światu – to poezja, „która nie odpycha, ale przytula”. Tytułowy blogostan, obok wszelkich możliwych interpretacji, da się także czytać jako synonim zdystansowanej czułości – do tego, co jest, co było, a przede wszystkim tego, co jeszcze nadejdzie. (Z posłowia Gabrieli Matuszek).

Czuły Barbarzyńca Press serdecznie zaprasza na wieczór autorski Michała Zabłockiego z okazji wydania jego nowego tomu poetyckiego BLOGOSTAN_01.

Gościem wieczoru będzie profesor Gabriela Matuszek z Uniwersytetu Jagiellońskiego, autorka wyboru wierszy i posłowia. Spotkanie poprowadzi Tomasz Brzozowski.

Michał Zabłocki – poeta, autor serii poetyckich zdarzeń medialnych znanych pod nazwą „Multipoezja”: Wierszy na murach, Wierszy chodnikowych, Wierszy pisanych na czatach, blogów poetyckich itp. Autor tekstów piosenek w repertuarach Grzegorza Turnaua, Czesława Mozila, Agnieszki Chrzanowskiej i wielu innych. Opublikował siedem zbiorów wierszy. Wykładowca Studium Literacko-Artystycznego przy Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego.





poniedziałek, 15 listopada 2010

Poniedziałek

W trójce właśnie minęła piąta. Nadano sygnał z laboratorium czasu. Paląc papierosa przed domem usłyszałem pianie koguta, dźwięk prawie już zapomniany. Kotka śpi. „Hotelowe koty” leżą spokojnie obok. Miasto zaczyna oddychać wyraźniej, ziewać, przeciągać się. Słychać odgłosy kolei z linii otwockiej. Rozmawiam przez satelitę z przyjacielem, który jest w drodze do Malmö. Chylińska „nie widzi, że nie żyje”, chyba nie tylko ONA. Co to za życie bez palenia przy piwie, niechby nawet przy kawie, ale zawsze. Dzień czystego powietrza, no tak „gaz na ulicach”. Ciepłe bułki w osiedlowym spożywczym, krótki spacer. I co mi tam.